REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA

Jak wygląda współpraca farmaceuty klinicznego z zespołem interdyscyplinarnym w doborze antybiotykoterapii? Wywiad z mgr farm. Piotrem Łojem.

Choć farmacja kliniczna dynamicznie rozwija się na przestrzeni ostatnich lat, obecność farmaceuty na oddziale może nadal być nowym doświadczeniem dla wielu lekarzy i personelu pielęgniarskiego.
Współpraca farmaceuty klinicznego z zespołem interdyscyplinarnym w doborze antybiotykoterapii (fot. istockphoto.com)


Współpraca farmaceuty klinicznego z zespołem interdyscyplinarnym, mgr farm. Piotr Łój
Swoje spostrzeżenia na temat nastawienia zespołu interdyscyplinarnego do udziału farmaceuty klinicznego w doborze antybiotykoterapii oraz propozycji zmian przedstawi mgr farm. Piotr Łój, farmaceuta kliniczny, przewodniczący komitetu ds. antybiotykoterapii, konsultant ds. farmacji klinicznej i antybiotykoterapii Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego nr 5 w Sosnowcu im św. Barbary – Centrum Urazowe, przewodniczący Sekcji ds. terapii zakażeń Polskiego Towarzystwa Farmacji Klinicznej, konsultant antybiotykoterapii w Szpitalu Wojewódzkim im. Świętego Łukasza w Tarnowie oraz w Centrum Zdrowia Dziecka i Rodziny im. Jana Pawła II w Sosnowcu.

REKLAMA

Natalia Janicka: Panie Piotrze, jakie było podejście lekarzy i zespołu pielęgniarskiego do Pana pracy jako farmaceuty klinicznego na oddziałach zabiegowych na początku, a jakie jest teraz?

Piotr Łój: Każda zmiana wiąże się z niepewnością i pewnego rodzaju oporem. To jest naturalne zjawisko i nie można się mu dziwić. W końcu „cały czas nie było to potrzebne”, to dlaczego teraz nagle miałoby być inaczej? Jeśli wcześniej kontakty farmaceuty z lekarzem dotyczyły jedynie kwestii administracyjno-formalnych (potrzeba wniosku na lek spoza receptariusza, poprawy na recepcie itp.), które zawsze się źle kojarzą lekarzom, to nie mamy łatwego startu.

Początkowo moje działania też były odbierane jako „audyt” i spotykały się z pewnego rodzaju wrogością („będzie nas uczył, jak leczyć”). Spokój i profesjonalne podejście pomagają. To, że wczoraj ktoś był wrogi lub pasywno-agresywny, nie znaczy, że dzisiaj lub jutro to się nie zmieni.

Łatwiejszy start mamy, jeśli ktoś już pracował w ośrodku, gdzie było wsparcie farmaceuty.

Zazwyczaj znajdziemy na oddziale jakąś osobę, która może nam być bardziej przychylna. Możemy wówczas poświęcić jej więcej czasu i energii. Warto też zdiagnozować jakiś realny problem, którego rozwiązanie będzie widoczne dla wszystkich. Słowami trudno dotrzeć do wszystkich, ale czyny i efekty działają na (prawie) każdego.

N: Do czego było najtrudniej przekonać zespół medyczny przy wdrażaniu przez Pana rekomendacji dotyczących antybiotykoterapii? Czy dotyczyło to ograniczania stosowania leków przeciwdrobnoustrojowych bez wskazań, mimo braku objawów klinicznych, a może nadużywania antybiotyków zastrzeżonych?

P: Cóż, faktycznie ciężko jest komuś „odebrać karbapenem”. Nawet dobrze, jeśli pierwsza nasza interwencja na oddziale jest w sprawie eskalacji antybiotykoterapii, żebyśmy nie byli odbierani jako ktoś, kto działa w imię idei, a nie pacjenta. Lekarz nie chce zbyt szerokospektralną antybiotykoterapią nikomu na złość, po prostu jest przekonany, że w ten sposób pomaga temu konkretnemu pacjentowi. Trzeba zatem znaleźć rozwiązanie dla tego konkretnego pacjenta
i podpisać się pod nim. Myślę, że to jest najtrudniejszy typ interwencji, zwłaszcza że wymaga największego zaangażowania merytorycznego (ocena, czy trzeba zmienić lek i na jaki), jak
i przekonania rozmówcy do swojej racji. Najprawdopodobniej jest też najważniejszy, ale możemy go sobie zostawić, jak sami mamy pewność co do swojej racji i trochę się poczujemy pewniej.

REKLAMA
REKLAMA

N: A jak podchodzili do pomysłu skracania czasu trwania antybiotykoterapii, o którym zaczyna się mówić coraz więcej?

P: Skracanie czasu leczenia też nie było łatwe na początku. Znowu, ktoś stosował dłużej, bo takie było przekonanie, że będzie lepiej dla pacjenta. Tutaj pomagają nowe, pragmatyczne badania takie jak BALANCE, które pokazują, że krótsze terapie są nie tylko równie skuteczne, ale i bezpieczniejsze. Myślę jednak, że to nie było w sumie takie trudne, a szybko są dobre efekty. Krótsza antybiotykoterapia to też krótsza hospitalizacja, mniej powikłań i szybko okazuje się, że nie mamy więcej nawrotów. To jest działanie, które przynosi pozytywny skutek ekonomiczny, więc może być dobrym argumentem dla zarządu szpitala co do naszych działań. Tak samo jest ze zmianą antybiotykoterapii dożylnej na doustną. Przekonanie, że dożylna jest lepsza, jest bardzo mocno zakorzenione i trzeba dużo samozaparcia, by to zmienić, a warto.

N: Wiadomo, że część antybiotyków wymaga odpowiedniego przygotowania lub podaż musi zachodzić z określoną szybkością. Czy zespół pielęgniarski akceptował wskazówki dotyczące zmian w sposobie przygotowania leku bądź czasu trwania wlewu? Czy pojawiały się problemy?

P: Propozycje odnośnie zmiany przygotowania lub podania leku też mogą się spotkać z oporem, ale zawsze to z czegoś wynika. Trzeba wtedy znaleźć rozwiązanie tego konkretnego problemu np. ilość rozpuszczalnika jest za duża na pompę infuzyjną strzykawkową? Albo nie mamy dość pomp infuzyjnych, albo pacjent jest chodzący i nie chce być „przywiązany” do pompy? Podajmy lek z worka, grawitacyjnie za pomocą zestawu z regulatorem przepływu.

Rozmawiała: mgr farm. Natalia Janicka

Źródło:

BALANCE Investigators, for the Canadian Critical Care Trials Group, the Association of Medical Microbiology and Infectious Disease Canada Clinical Research Network, the Australian and New Zealand Intensive Care Society Clinical Trials Group, and the Australasian Society for Infectious Diseases Clinical Research Network, Daneman N, Rishu A, et al. Antibiotic Treatment for 7 versus 14 Days in Patients with Bloodstream Infections. N Engl J Med. 2025;392(11):1065-1078. doi:10.1056/NEJMoa2404991

REKLAMA
REKLAMA

Udostępnij tekst w mediach społecznościowych

0 komentarzy - napisz pierwszy Komentujesz jako gość [ lub zarejestruj]