Dlaczego nie strajkujemy?
Wszyscy pamiętamy strajki pielęgniarek przed sejmem, ogólnopolski protest ratowników medycznych czy w końcu zeszłoroczne protesty rezydentów, lekarzy i w końcu wszystkich zawodów medycznych. W tym miejscu warto wspomnieć fakt, że farmaceuci nie byli wymieniani w poczcie tych grup zawodowych, które popierają konieczność zmian w służbie zdrowia. Minęły miesiące i sytuacja zaczęła robić się dynamiczna również w naszym farmaceutycznym świecie. Pilotaż e-recepty, projekt wdrażania opieki farmaceutycznej, nakreślanie roli farmaceutów w „Polityce lekowej państwa na lata 2018-2022” to tylko kilka z licznych przykładów dowodów na to, że po raz pierwszy od dłuższego czasu dzieje się coś w naszym temacie. Jednak w tym wszystkim bardzo marginalnie omawiane są problemy farmaceutów szpitalnych. Dlaczego więc nie wyjdziemy na ulice w ślad za innymi? Nie strajkujemy, bo jest nas w Polsce w 750 szpitalach zatrudnionych 1750 osób. Nie możemy opuścić stanowiska pracy i narazić się na zarzut bezpośredniego narażenia zdrowia pacjenta. W służbie zdrowia stanowimy tylko półtora promila całego personelu.
Zarabiać tyle co pielęgniarka
A zatem silniejsi decydują za nas. Co więc w ostatnich dniach uzgodniono zaocznie z pominięciem naszego zdania? Na pierwszy plan wysuwa się z pewnością rządowy projekt ustawy o zmianie ustawy o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych – 1 sierpnia 2018 roku projekt ustawy zmieniającej ustawę z dnia 8 czerwca 2017 r. wpłynął do Sejmu, 11 września miało miejsce I czytanie w Komisji Zdrowia. Tego dnia Ewa Steckiewicz-Bartnicka, przewodnicząca komisji ds. aptek szpitalnych przy NRA, po raz kolejny przedstawiła sytuację polskich farmaceutów szpitalnych i konieczności przeniesienia ich z grup 5 i 6 do 1 i 2, jeśli chodzi o tabelę wynagrodzeń minimalnych, która stanowi załącznik do ustawy. Głos ten jednak pozostał bez odpowiedzi, dwa dni później całość projektu ustawy uchwalono podczas III czytania na posiedzeniu Sejmu i ustawę przekazano Prezydentowi i Marszałkowi Senatu.
„(…) zostaliśmy zrównani z personelem pielęgniarskim, zapominając o naszych kompetencjach w zakresie farmacji klinicznej, zbliżających nas do zawodu lekarza”
Decyzja zapadła – farmaceuta szpitalny nadal będzie zarabiał tyle co lekarz stażysta i położna ze specjalizacją (współczynnik pracy = 0,73), a po zrobieniu – na swój koszt – specjalizacji może liczyć na pensję lekarza bez specjalizacji lub pielęgniarki z tytułem magistra ze specjalizacją (współczynnik pracy = 1,05). A zatem patrząc na analogiczne stawki wynagrodzeń, zostaliśmy zrównani z personelem pielęgniarskim, zapominając o naszych kompetencjach w zakresie farmacji klinicznej, zbliżających nas do zawodu lekarza.
Apteki szpitalne 24/7?
Tym większe oburzenie wywołuje fakt, iż według innego projekt, wprowadzone zmiany mają włączać apteki szpitalne i zatrudnionych tam farmaceutów. Ministerstwo Zdrowia słynie w ostatnim czasie z nowatorskich pomysłów w kontekście uzdrowienia sytuacji w polskiej opiece zdrowotnej – nie sposób nie wspomnieć w tym miejscu o pomyśle wprowadzenia dwóch rodzajów szpitalnych dyżurów: ostrych i tępych. Innym ciekawym zabiegiem wydaje się uderzająca bezpośrednio w nas, farmaceutów szpitalnych, propozycja nowelizacji art. 106 ust. 3 Prawa Farmaceutycznego, w którym dodano by zapis umożliwiający zaopatrywanie w aptekach szpitalnych „pacjentów, jeżeli jest to niezbędne do kontynuowania leczenia poza zakładem leczniczym, w którym udzielono świadczenia szpitalnego lub stacjonarnego i całodobowego świadczenia zdrowotnego innego niż szpitalne i istnieje realne niebezpieczeństwo, że niezaopatrzenie pacjenta w produkty lecznicze uniemożliwi kontynuowanie leczenia poza zakładem leczniczym”. Z jednej więc strony próbuje nam się wmówić, że należymy do personelu niższego, z drugiej zaś, kazać nam stać na straży zdrowia i życia pacjentów ramię w ramię z lekarzami, świadczącymi określone formy pomocy dwadzieścia cztery godziny na dobę.
Rozczarowująca wizja przyszłości
Czy w tym wszystkim mamy jakieś prawo głosu? Jak widać, niekoniecznie. Przykry to jednak obraz, w którym setki farmaceutów poświęcających się pracy w aptekach szpitalnych pozostaje po raz kolejny niedocenionych i dodatkowo uwiązanych w kolejne obowiązki za te same pieniądze.














