Farmaceuta w szpitalu to nie magazynier

Ewa Steckiewicz-Bartnicka nie potrafi mówić o farmacji szpitalnej bez emocji – to jej praca i pasja. Obecnie pełni funkcję Konsultanta Wojewódzkiego w dziedzinie Farmacji Szpitalnej na terenie województwa mazowieckiego oraz koordynator Komisji ds. Farmacji Szpitalnej przy Naczelnej Radzie Aptekarskiej.

Ewa Steckiewicz-Bartnicka nie potrafi mówić o farmacji szpitalnej bez emocji – to jej praca i pasja. Obecnie pełni funkcję Konsultanta Wojewódzkiego w dziedzinie Farmacji Szpitalnej na terenie województwa mazowieckiego oraz koordynator Komisji ds. Farmacji Szpitalnej przy Naczelnej Radzie Aptekarskiej.

Rozmawia mgr farm. Łukasz Waligórski

Sejm przyjął kilka tygodni temu Ustawę o wynagrodzeniach pracowników szpitali. Jak ocenia Pani jej zapisy, szczególnie w odniesieniu do farmaceutów szpitalnych?

Ta ustawa praktycznie nie zadowala żadnego ze środowisk. Oczywiście każdy ma inne oczekiwania, ale wszyscy są zgodni co do tego, że zaproponowane wynagrodzenia są za niskie. Ja jako farmaceuta szpitalny odczuwam rozczarowanie tym, że ustawa nie plasuje nas w miejscu dla nas najodpowiedniejszym. Zaszeregowanie naszego zawodu jest po prostu niesprawiedliwe.  Przecież farmaceuci, tak jak i lekarze, kształcą się w trybie studiów jednolitych i powinni być traktowani na równi. Lekarze uczą się o leczeniu pacjentów, a farmaceuci o lekach. Kończąc studia jesteśmy na równi specjalistami w swoich dziedzinach.

Problemem jest to, że prestiż zawodu farmaceuty spada. Odczuwają to farmaceuci pracujący w aptekach ogólnodostępnych, ale także ci z aptek szpitalnych. Ciągle przekonuję się, że niektórzy nawet nie wiedo istnieniu aptek szpitalnych i roli farmaceuty szpitalnego. Z taką niewiedzą można się nawet spotkać wśród polityków i samorządowców.

Czy efektem wejścia w życie tych zapisów może być obniżanie wynagrodzeń farmaceutów szpitalnych, do najniższych dopuszczalnych ustawą?

Myślę, że wynagrodzenia nie będą maleć. Każdy szpital posiada siatkę płac, która pozwala na pewną dowolność w przyznawaniu wynagrodzeń w obrębie tej samej grupy tzw ,,widełki wynagrodzeń”  W końcu nie jest tak, że np. ordynator w szpitalu wojewódzkim, klinicznym zarabia tyle samo co ordynator w szpitalu powiatowym .Podobnie jest z farmaceutami. Jak duże są to wahania, trudno powiedzieć. Myślę, że najgorzej sytuacja przedstawia się w szpitalach powiatowych, gdzie stawki są najniższe. Zresztą te szpitale mają też największy problem z pozyskaniem farmaceutów do aptek. Oferowane wynagrodzenia są tam zdecydowanie niższe niż na rynku aptek ogólnodostępnych. W rezultacie praktycznie niemożliwe jest w szpitalach powiatowych zatrzymanie młodych farmaceutów.

Wysokość minimalnych wynagrodzeń, ustalonych przez wspomnianą ustawę, z pewnością tej sytuacji nie poprawi. Brak tutaj jakiejkolwiek zachęty dla młodych farmaceutów, którzy mogliby pracować w aptekach szpitalnych, bo jest niemal pewne, że będą im na start proponowane właśnie te najniższe wynagrodzenia. Kiedy świeży absolwent farmacji przyjdzie do apteki w szpitalu powiatowym i zostanie mu zaproponowane minimalne wynagrodzenie, czyli do ręki ok.2200 zł, to jestem pewna, że nie będzie tym usatysfakcjonowany. Po pierwsze dlatego, że więcej zarobi w aptece ogólnodostępnej, a po drugie dlatego, że prawdopodobnie będzie chciał wyjechać z małego miasta gdzieś do większego. Zrobienie specjalizacji,  nie  przekłada się na satysfakcję finansową. Często jedyną satysfakcją jest pogłębienie własnej wiedzy.  Przy czym należy podkreślić, że uzyskanie specjalizacji to koszt ,który w całości obciąża farmaceutę podczas gdy lekarze mogą robić ją za darmo.

Skoro nie wynagrodzenia, to co może przyciągać farmaceutów do aptek szpitalnych?

Wydaje się, że w aptekach szpitalnych pracują przede wszystkim ludzie, którzy chcą się zajmować farmacją w czystej postaci. Są to pasjonaci, którzy już w trakcie studiów wiedzieli, że chcą w takim miejscu pracować i do tego się przygotowywali. Wydaje mi się, że taką motywację ma przynajmniej 90% farmaceutów szpitalnych. Oczywiście zdarzają się też przypadki osób, które przez kilka lat pracowały w aptece ogólnodostępnej i z jakichś względów, ta praca przestała im odpowiadać np. mają małe dzieci – a do tej pory w aptekach szpitalnych soboty i niedziele były wolne, co pozwalało na stabilizację sytuacji rodzinnej.

Coś się w tej kwestii zmieniło? Apteki szpitalne pracują teraz też w weekendy?

Tak, to się powoli zmienia, bo coraz częściej jest potrzeba, żeby apteka w szpitalu była czynna przez siedem dni w tygodniu. Chodzi o przygotowanie leku w dawkach indywidualnych tj. żywienia pozajelitowego oraz leku cytotoksycznego. Poza tym praca apteki w weekendy  ułatwia gospodarkę lekiem w szpitalu. Nie trzeba robić na oddziałach tak dużych zapasów i można lek dostarczyć wtedy, kiedy jest potrzebny. Dyrektorzy szpitali dostrzegają, że to rozwiązanie może przynieść długofalowe oszczędności i coraz częściej rozważają jego wprowadzenie. Tutaj pojawia się jednak problem kadrowy, bo jak miałyby wyglądać dyżury w soboty i niedziele, jeśli w aptece szpitalnej jest zatrudniona jedna lub dwie osoby? Jako Naczelna Izba Aptekarska próbujemy wprowadzić etatyzację pracy w aptekach szpitalnych. Zobaczymy co z tego wyniknie. W krajach zachodnich takie rozwiązanie funkcjonuje i aż trudne do uwierzenia jest to ile osób potrafi tam pracować w jednej aptece szpitalnej.

W środowisku cały czas pokutuje opinia, że praca farmaceuty szpitalnego polega przede wszystkim na rozpakowywaniu leków i rozwożeniu ich po oddziałach przez 8 godzin dziennie.

Rzeczywiście taka opinia pokutuje i to właśnie świadczy o nieznajomości roli i zadań apteki szpitalnej i zatrudnionych farmaceutów.

Apteka szpitalna to m.in. magazyn leków. Do obowiązków farmaceuty zgodnie z ustawą PF należy organizowanie zaopatrzenia szpitala w leki czy wyroby medyczne w określonym asortymencie. Odbywa się to w oparciu o ustawę o finansach publicznych. Wydajemy środki publiczne, dlatego nie możemy dokonywać dowolnych zakupów. Odbywa się to w oparciu o postępowania przetargowe w  przygotowaniu których uczestniczy farmaceuta

Zapomina się , że do zadań farmaceuty w szpitalu należy wytwarzanie leków w postaci leków recepturowych. Oczywiście różnie to wygląda w różnych szpitalach. Wszystko zależy od profilu szpitala. Tam gdzie jest okulistyka, oddziały pediatryczne, leczenie onkologiczne czy żywienie pozajelitowe – wszędzie tam powinna być potężna receptura, zajmująca się wytworzeniem leku dla konkretnego pacjenta. Farmaceuta w szpitalu przygotowuje indywidualne dawki lecznicze dla dzieci. Ponadto zapewnia przygotowanie żywienia pozajelitowego w warunkach aseptycznych.  Niewątpliwie jedną z trudnych receptur jest przygotowanie terapii onkologicznej, która wymaga nie tylko wiedzy, ale również szczególnej uwagi.

Bardzo ważny udział farmaceutów w zespołach interdyscyplinarnych tzw. Komitetach czy Zespołach np. ds. antybiotykoterapii, zakażeń, żywienia itd. Współpraca zawodowa z lekarzami jest wyjątkowa ścisła, ponieważ sprowadza się do  zapewnienia racjonalnej i bezpiecznej farmakoterapii w szpitalu. Tylko wspólne  działanie  lekarzy z farmaceutami daje możliwość objęcia opieką medyczno-farmaceutyczną pacjentów na najwyższym poziomie

 

Kilka miesięcy temu NIK opublikował raport dotyczący aptek szpitalnych w Wielkopolsce. Padły w nim opinie, że apteki i działy farmacji szpitalnej słabo wywiązują się ze swoich ustawowych obowiązków. Co Pani o tym sądzi?

Przede wszystkim odpowiedzialność za opisane w raporcie uchybienia tak naprawdę spoczywa:

na kierowniku apteki (w ramach apteki szpitalnej), dyrektorze ( w ramach podmiotu leczniczego szpitala), na ordynatorach i pielęgniarkach oddziałowych ( w ramach oddziałów), którzy zajmują się zarządzeniem lekiem na oddziałach. Farmaceuta nie jest obecny cały czas na oddziale, chodzi tam jedynie na okresowe kontrole. Kierownik apteki szpitalnej nie ma też możliwości wyposażenia jej w sprzęt, bo to nie jest jego prywatna własność, ani nie zatrudni dodatkowego personelu, bo nie płaci pracownikom z własnej kieszeni – to spoczywa na dyrektorze szpitala. Trudno więc zgodzić się z zarzutami NIK, że apteka w szpitalu była niewłaściwie zorganizowana, bo nie było w niej określonej pracowni czy szafek. W raporcie była też mowa o produktach spożywczych, które leżały w lodówkach obok leków. To oczywiście jest niedopatrzenie i kierownik ponosi całkowitą odpowiedzialność za taką sytuację.

Co jakiś czas pojawiają się doniesienia medialne o innowacjach wprowadzanych w aptekach szpitalnych, pod postacią różnych systemów usprawniających wydawanie leków czy ich wytwarzanie. Mam na myśli np. unit dose. Czy Pani zdaniem to kierunek, w którym pójdą apteki szpitalne?

To bardzo ciekawy temat. Niedawno byłam na walnym zgromadzeniu European Association of Hospital Pharmacists – organizacji zrzeszającej farmaceutów szpitalnych z 34 krajów – i podczas rozmów zadawałam podobne pytanie przedstawicielom innych państw. Pytałam o to między innymi Szwajcarów, bo wiem, że w jednym z polskich szpitali działa system unit dose właśnie firmy szwajcarskiej. Zapytałam czy u nich ten system rzeczywiście funkcjonuje. Okazało się, że wcale nie jest to tak popularne rozwiązanie w tamtejszych aptekach. Również w innych krajach to system występujący raczej sporadycznie, dlatego uważam, że nie należy unit dose przeceniać. Wydaje mi się, że gdyby w szpitalach pracowali farmaceuci oddelegowani na oddziały – jak to ma miejsce właśnie w Szwajcarii – mogliby rozwiązać wiele problemów, łącznie z nadzorem nad prawidłową farmakoterapią i monitorowaniem interakcji.

Oczywiście wiemy, że unit dose przynosi oszczędności. Szpitale, które ten system wdrożyły same przyznają, że w pierwszym roku są to oszczędności nawet do 30%, a w kolejnych latach nieco spadają i średnio wynoszą 10-20%. Natomiast są to urządzenia bardzo drogie i kosztowne w utrzymaniu. Zainstalowanie takiego systemu nie gwarantuje też, że będzie sprawowana opieka farmaceutyczna. Dlatego częstym rozwiązaniem w innych krajach jest tworzenie apteczek oddziałowych, w których leki dla konkretnego pacjenta wydaje farmaceuta.

8 czerwca Sejm przyjął ustawę o sposobie ustalania najniższego wynagrodzenia zasadniczego pracowników wykonujących zawody medyczne zatrudnionych w podmiotach leczniczych. Ma ona na celu podniesienie wynagrodzeń tych pracowników medycznych, którzy zarabiają najmniej w poszczególnych grupach zawodowych – tłumaczy Ministerstwo Zdrowia. Podane kwoty oznaczają najniższe wynagrodzenie zasadnicze, czyli wskazują, że pracownik nie może otrzymywać niższej płacy zasadniczej niż kwota wyszczególniona w tabeli.

Grupa zawodowa i kwalifikacje Współczynnik pracy Najniższe wynagrodzenie zasadnicze brutto do 31 grudnia 2019 r. Najniższe wynagrodzenie zasadnicze brutto w 2021 r.
Farmaceuta ze specjalizacją 1,05 4095 zł 5251 zł
Farmaceuta bez specjalizacji 0,73 2847 zł 3651 zł

 

 

Podobał się artykuł? Podziel się!
Share on Facebook
Facebook
Share on LinkedIn
Linkedin
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Email this to someone
email